Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 stycznia 2016

Zugerberg - Skulpturenweg

Zugerberg to wzgórze górujące nad okolicznym Zugiem. Kilka tras akurat na wycieczkę z dziećmi, z placem zabaw po drodze i atrakcjami w postaci rzeźb różnych zwierząt.


Trasa Skulpturenweg okazuje się całkiem przyjemna ale i tak ponad siły naszego małego pasażera, który połowę czasu smacznie chrapie w nosidle :-)


Groźne miny przy niedźwiedziu



W poszukiwaniu skarbów

Jazda na dziku

Plac zabaw






sobota, 5 grudnia 2015

Przyszła zima...

...a właściwie to przyszła dopiero w górach, bo w Zurychu ciągle jakoś jesiennie.
Na najbliższym stoku Flumserberg szału ze śniegiem jeszcze nie ma, ale wyciągi otwarte już od tygodnia. My, po nabyciu lekkich sanek, robimy pieszy rekonesans...








niedziela, 25 października 2015

Appenzell - kraina sera i piwa

23/08/2015

Appenzell to jeden z mniej znanych rejonów Szwajcarii - ani tam wysokich gór (za to są Prealpy Szwajcarskie, a najwyższy szczyt - Säntis - ma raptem 2502 m. n.p.m.), ani wielkich jezior. Za to co dla nas nieco mniej znane, jest to miejsce pochodzenia jednego z najpopularniejszych tutejszych piw - Appenzellera, oraz znakomitych serów.




Pierwszego dnia wybieramy się na rowery w okolicy Eggerstanden, zdjęć niestety brak. Na drugi dzień wychodzimy na Kronberg (1 663 m. n.p.m.) i zjeżdżamy na dół kolejką (mały podróżnik ma już dość po wyjściu na górę).

Rowerzysta



W drodze na Kronberg















Zwiedzanie Appenzell

poniedziałek, 28 maja 2012

Wulkany na Javie

Gunung Kawah Ijen

Na Jave docieramy wieczorem. Plan z grubsza mamy isc na wulkan Gunung Ijen, niestety nie jest to opisane w naszej wersji przewodnika i zapomnielismy sprawdzic w Internecie. Wieczorem ladujemy w jakiejs wiosce (ktos w informacji turystycznej nam powiedzial ze z grubsza stamtad mozna dostac sie na Gunung Ijen) i probujemy zasiegnac jezyka. Wychodzi na to, ze to w ogole nie jest turystyczna miejscowosc, nikt nas nie zaczepia, ale przy okazji praktycznie nikt nie mowi po angielsku. W koncu w kafejce internetowiej dowiadujemy sie, ze da sie stad dojechac do wulkanu i droga jest krotka, ale trzeba wynajac samochod 4WD.
Na drugi dzien rano wstajemy o 4 (a raczej budzi nas glos muezina) i nieco zmartwieni szukamy transportu. Szybko udaje sie znalezc zarowno motorek do miejscowosci gdzie mozna wynajac jeepa, jak i samogo jeepa (o 6-7 rano!), czekajacego na turystow :-) Ostatecznie dojezdzamy pod wulkan o sensownej porze.
Gunung Kawah Ijen to aktywny wulkan (oficjalnie jest nawet zakaz wstepu do krateru przez turystow, ale i tak sie tym nikt nie przejmuje), z ktorego lokalesi wydobywaja siarke. W dole krateru, przy buchajacych gazach siarkowych caly czas pracuja ludzie (fotki wkrotce) i wynosza kosze wyladowane blokami siarki. Kazdy kosz wazy ponoc 60-80 kilo (probowalem podniesc - nie da sie :-), a goscie robia po 2 kursy do wulkanu dziennie, dostajac za to w sumie 10 dolarow.... Przy okazji turysci czestuja ich papierosami i ciastkami :-) Cala "kopalnia" robi naprawde wielkie wrazenie. Az cisna sie na usta slowa piosenki "...wiec ci dziekuje losie, chocby tylko za to...".

Po poludniu jedziemy dalej - zostaly nam ostatnie dwa dni na Javie! Na poczatek lapiemy stopa w ciezarowce z plantacji kawy :-)

Gunung Bromo

Wulkan Bromo to jedna z najbardziej znanych atrakcji turystycznych Javy. Sama gora i okolice robia wrazenie bajkowe, jakby zupelnie nienaturalne. Wiekszosc turystow idzie ogladac wschod slonca z okolicznej gory... Hmmm myslelismy ze idzie. Wstajemy o 3:30 rano (echh... wakacje, codziennie pobudka coraz wczesniej :-) bo droga zajmuje ok 2 godziny. Na trasie praktycznie pustka, powoli otwoeraja sie sklepiki z kawa, woda, jedzeniem. Gdy dochodzimy na gore kolo 5, juz wiemy czemu bylo tak pusto - przy punkcie widokowym naliczylismy ok. 70 jeepow i pelno motorkow. Prawdziwi Turysci po prostu wynajmuja Jeepa (10 dolarow za osobe) i zamiast isc, po prostu podjezdzaja na gore. Tylko czemy prawie wszyscy tak robia? Echh...
Na gorze chmury, wschodu slonca prawie nie widac i straszny tlok. Postanowilismy z uporem poczekac az sie przetrze i w koncu doczekalismy sie super widoku, jak z widokowki. Oczywiscie Prawdziwych Turystow juz nie bylo - pojechali dalej chwile po wschodzie slonca, robias sobie zdjecia w chmurach :-)
Reszte dnia spedzamy na plataniu sie po wulkanach - najpierw standardowo Gunung Bromo (aktywny wulkan, co pewien czas wybucha, z wnetrza ciagle dymi), a potem

piątek, 11 maja 2012

Tana Toraja - trekking

Wszyscy lokalesi zapytani o trekking w okolicy mowia: "ooo, to potrzebujecie przewodnika". Jako ze z przewodnikiem to zaden fun, wybralismy sie sami - razem z Szymonem, Anita i Robertem. Pierwszego dnia wyjscie na gorujaca nad okolica Mount Sesean (2100 m npm), uciekajac przed lokalnym dziadkiem ktory chcial nas zaprowaszic na gore (boso :-) za 100 000 rupii. Szczyt po kilkukrotnym zmyleniu trasy udalo sie w koncu zdobyc popoludniem, i wieczorem mielismy przytulny nocleg w lokalnej chalupie.

Cmentarzyk
"Tradycyjna" babuszka na polu ryzowym


Wszedzie ryz
Mlode modelki
Widok na Sesean Mountain

Do szczytu jeszcze daleko
Na szczycie

"Taksi" prosze

Drugiego dnia juz sami (reszta pojechala w dalszym poszukiwaniu przygody na Sulawesi) postanowilismy sie przejsc po polu ryzowym - cel z Lampo do Palawa. Po 2 godzinach szukania drogi po polach ryzowych w ogromnym upale poodalismy sie i wrocilismy do drogi. Moze rzeczywiscie przydalby sie przewodnik? :-)

Nocleg w "tradycyjnym" domu



Kogut i pies - typowy widok w Tana Toraja

Tam bylismy wczoraj

Suszenie ryzu

Malutkie wsie na polach ryzowych
Bezkresne (przynajmniej dla nas) tarasy przy Lempo
Szukajac drogi
W drodze do Rantepao


środa, 2 maja 2012

Mt Cook Village - prawie jak Morskie Oko

Na wieczor dojezdamy do Mt Cook Village - od razu zaczyna padac, ale od rana ma juz byc pieknie. Niesaowite, jak tutaj szybko potrafi sie zmienic pogoda.
 Okolice piekne, w tle Mt Cook i pelno lodowcow, ale tras w okol jak na lekarstwo - i w wiekszosci po dolinach. Niestety - aby tu pochodzic wyzej trzeba umiec cos wiecej :-)
Pierwszego dnia lazimy po dolinach - Hooker Valley i lodoiec Tasmana. Na drugi dzien wyjscie do Mueller Hut ze spektakuarnymi widokami wokol.

Na poludniu zima rusza w pelni - noca tempertury ponizej zera, wlasnie spadl pierwszy snieg. Niesamowite, jak ogromna jest roznica w porownaniu z Wellington. 


Hooker Valley





Lodowiec Tasmana najwiekszy i najdluszy na Koncu Swiata





Mueller Hut




W srode wieczorem jedziemy do Christchurch, a w czwartek wylot. Wlasnie koncymy pisac siedzac na lotnisku i czekajac na lot do Kuala Lumpur.